Do bohaterów tego wpisu jechałem przez pół Polski. Przed weselem kontakt mieliśmy wyłącznie telefoniczny. Jak się później okazało jedyny dystans jaki nas dzielił to ten zamieszkania. Dwie mega pozytywne i kolorowe (dosłownie także) osóbki.
Dzień wesela rozpocząłem od wizyty u Przemka. Najpierw zobaczyłem jego uśmiech, a później tatuaże. A wydziarany jest niemal cały! Jest tatuatorem, więc lawiną pytań mogłem zaspokoić swoją ciekawość odnośnie tego zawodu. Wiadomo, najdziwniejsze miejsca, przerabianie imion drugich połówek itp. Bardzo luźne przygotowania z piwkiem w ręku i w gronie najbliższych. Wszechobecny uśmiech i pozytywna energia.
Następnie udałem się do domu rodzinnego Soni, której… jeszcze nie było. Na szczęście miałem z kim rozmawiać i kogo fotografować 🙂 Jak już weszła to z mega pozytywną energią, szerokim uśmiechem i kochanym Antosiem na rękach 🙂 Najpierw usypianie, później cichutkie ubieranie i Sonia gotowa do zamążpójścia i… first looka. Przemki to wrażliwe chłopaki, wiadomo! Pierwsze spojrzenie było takie jak ten cały dzień. Bez żadnej ustawki i mega emocjonalne! Po łzach i całusach przyszedł czas na ceremonię, która odbyła się parafii pw. św. Mikołaja w Pyskowicach.
Sonia i Przemo zaprosili przyjaciół, najbliższą rodzinę i… klientów Przemka. Kolorowo było nie tylko na obrazach i witrażach. Wspominałem już, że Przemki to wrażliwe chłopaki? Zaczęło się od łez przy “przekazaniu” córeczki tatusia, a skończyło na przysiędze 🙂 Dodatkowo wpatrzeni w siebie i uśmiechnięci od ucha do ucha. Wyjście szybkim krokiem pomiędzy ziarnami ryżu i pora na imprezę!
Ta odbyła się w Kompleksie Laguna w Niewieszy, a dobrą zabawę zadbał zespół GramoFon. Kolejny raz utwierdziłem się w przekonaniu, że to nie ilość gości „robi” imprezę. Po lekkiej rozgrzewce parkiet zapłonął! Ale zobaczcie lepiej sami poniżej 🙂
Miłego oglądania! Będzie mi miło jak po obejrzenie podzielisz się swoimi wrażeniami!





















































































