fbpx
MENU

Do bohaterów tego wpisu jechałem przez pół Polski. Przed weselem kontakt mieliśmy wyłącznie telefoniczny. Jak się później okazało jedyny dystans jaki nas dzielił to ten zamieszkania. Dwie mega pozytywne i kolorowe (dosłownie także) osóbki.

Dzień wesela rozpocząłem od wizyty u Przemka. Najpierw zobaczyłem jego uśmiech, a później tatuaże. A wydziarany jest niemal cały! Jest tatuatorem, więc lawiną pytań mogłem zaspokoić swoją ciekawość odnośnie tego zawodu. Wiadomo, najdziwniejsze miejsca, przerabianie imion drugich połówek itp. Bardzo luźne przygotowania z piwkiem w ręku i w gronie najbliższych. Wszechobecny uśmiech i pozytywna energia. 

Następnie udałem się do domu rodzinnego Soni, której… jeszcze nie było. Na szczęście miałem z kim rozmawiać i kogo fotografować 🙂 Jak już weszła to z mega pozytywną energią, szerokim uśmiechem i kochanym Antosiem na rękach 🙂 Najpierw usypianie, później cichutkie ubieranie i Sonia gotowa do zamążpójścia i… first looka. Przemki to wrażliwe chłopaki, wiadomo! Pierwsze spojrzenie było takie jak ten cały dzień. Bez żadnej ustawki i mega emocjonalne! Po łzach i całusach przyszedł czas na ceremonię, która odbyła się parafii pw. św. Mikołaja  w Pyskowicach.

Sonia i Przemo zaprosili przyjaciół, najbliższą rodzinę i… klientów Przemka. Kolorowo było nie tylko na obrazach i witrażach. Wspominałem już, że Przemki to wrażliwe chłopaki? Zaczęło się od łez przy “przekazaniu” córeczki tatusia, a skończyło na przysiędze 🙂 Dodatkowo wpatrzeni w siebie i uśmiechnięci od ucha do ucha. Wyjście szybkim krokiem pomiędzy ziarnami ryżu i pora na imprezę!

Ta odbyła się w Kompleksie Laguna w Niewieszy, a dobrą zabawę zadbał zespół GramoFon. Kolejny raz utwierdziłem się w przekonaniu, że to nie ilość gości „robi” imprezę. Po lekkiej rozgrzewce parkiet zapłonął! Ale zobaczcie lepiej sami poniżej 🙂

Miłego oglądania! Będzie mi miło jak po obejrzenie podzielisz się swoimi wrażeniami!

KOMENTARZE
CLOSE