Z bohaterami tego wpisu znamy się od jakiegoś czasu. Byłem nawet przez chwilę Murka trenerem. Twardziel, zadaniowiec, facet od czarnej roboty. 3xW - wybić, wyje**ć, wypierd***ć*. Poza boiskiem ciągle uśmiechnięty i niezwykle pozytywny gość. Madziara równie uśmiechnięta, pełniąca w tym związku rolę trenera :D Więc można powiedzieć, że idealnie się uzupełnialiśmy :) Jak tylko ogłosiłem, że zaczynam pracę na własne nazwisko Jacek napisał do mnie i zarezerwował termin bez żadnych pytań. Pełne zaufanie (dzięki!). Od tamtego czasu do dnia wesela trochę minęło. Ale czas pokazał, że warto było czekać. Ten piękny dzień zacząłem od wizyty w domu Pana Młodego. Tam przywitała mnie spora ekipa i... przypieczony Murek. Nie chodzi tu o solarium, a skok do ogniska na wieczorze kawalerskim. Wszyscy znamy powiedzenie, że za kimś wskoczyłoby się w ogień. Włączyła się nieśmiertelność i... resztę już możecie sobie dopowiedzieć. Rozmowy kumpli przy piwku, żarty, sklejanie filmu z kawalerskiego (w sumie finalnie niewiele się dało ustalić), krótkie ubieranie, kilka portretów i czas na wizytę u Madziary. Tam poznałem całą rodzinkę i już wiem po kim odziedziczyła uśmiech i poczucie humoru. Wszyscy otwarci i uśmiechnięci, niezależnie od wieku. Od dzieciaczków, po przeuroczą babcię z którą wspólnie karmiliśmy gęsi (no dobra, babcia karmiła, a ja robiłem zdjęcia). Za chwilę zjechała się niemal cała rodzina i znajomi. Mnóstwo osób, wszechobecny chaos (lubię bardzo!). Nawet się nie zorientowaliśmy i przyjechał Jacek klasycznym Jaguarem. Napisać, że na bramie nie było im łatwo, to nic nie napisać. Trwała dłuuugo ale zakończyła się happy endem. First look, uściski, cumki, wzruszenia i w drogę do kościoła. Ceremonia odbyła się Parafii Narodzenia NMP w Narolu. Sporo biegających dzieciaków, uśmiechniętych ludzi. Trochę łapania momentów i przyszedł czas na przysięgę. Madziara straciła nazwisko ale zyskała GPS na palcu i... dodatkowe imię (Murek to gość bez nazwiska, za to z dwoma imionami). Grupowe zdjęcie, emocjonalne życzenia i w drogę na imprezę. Ta odbyła się w Dębowy Dwór w Rudzie Różanieckiej przy akompaniamencie MilleniumDJ Zrobiłem krótkie rozeznanie wśród gości i już wiedziałem, że będzie dobrze. Narol potrafi w zabawę, a jeśli do tego dorzucimy mocną ekipę z Krakowa i zwariowaną rodzinę to przepis na mega wesele mamy gotowy. Bieganie z pochodniami (przez które ledwo zdążyłem na tort), próby skakania do zalewu, rzucanie ludźmi pod sam sufit. Kto widział mnie pracującego na weselu to wie, że lubię być blisko akcji. W tym przypadku nie skończyło się to dobrze dla mojej lampy. Podjarany panującą atmosferą wszedłem w środek tajfunu i ktoś swoim łokciem dodał skrzydeł mojej lampie. Na szczęście miała miękkie lądowanie, a nawet jeśli by nie miała to było warto :) Dzięki za mega wesele i zapraszam do oglądania. Dajcie koniecznie znać jak wrażenia! Dzięki za współpracę: AcuteVision Studio Biały Latawiec pracownia dekoratorsko artystyczna CRUX Personal Tailoring Madonna Suknie Ślubne


25 sierpnia 2021 / BLOG
M&M's - MADZIARA I MUREK | REPORTAŻ ŚLUBNY | DĘBOWY DWÓR RUDA RÓŻANIECKA
Z bohaterami tego wpisu znamy się od jakiegoś czasu. Byłem nawet przez chwilę Murka trenerem. Twardziel, zadaniowiec, facet od czarnej roboty. 3xW - wybić, wyje**ć, wypierd***ć*. Poza boiskiem ciągle...
KOMENTARZE










































































































